19 Maja.
PWSiP

Kosztowna wiedza

Ponad połowa wszystkich studentów w Polsce kształci się w systemie zaocznym, wieczorowym bądź w uczelniach niepublicznych. To oznacza, że za naukę muszą płacić. Na wysokość czesnego wpływa nie tylko rodzaj wybranego kierunku, ale także… prestiż i lokalizacja uczelni.

Kosztowna wiedza

Jeśli studenci uczący się w trybie stacjonarnym są wizytówką uczelni, to ci „weekendowi” zapewniają jej w miarę spokojny byt. Nic zatem dziwnego, że ci drudzy już od dawna przewyższają liczebnie tych pierwszych. To sytuacja rzadko spotykana. Według ekspertów Instytutu Rozwoju Kapitału Intelektualnego im. Sokratesa, którzy dokonali analizy wysokości kosztów studiowania, w ubiegłym roku akademickim z własnej kieszeni za naukę płaciło 982 tysięcy żaków. Stanowi to 54% ogółu studiujących. Tych, którzy kształcą się za darmo, było blisko 150 tys. mniej. Mogą oni uznawać się za prawdziwych szczęściarzy, bo w skali całego okresu studiów zaoszczędzić mogą nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Trzeba podkreślić, że czesne jest opłatą za proces kształcenia, a nie kupowaniem dyplomu w systemie ratalnym – podkreśla dr Dominik Antonowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prezes zarządu Instytutu im. Sokratesa. – Cena za usługi edukacyjne powinna być bardzo zróżnicowana i odzwierciedlać jakość oferowanego kształcenia. Ponadto, studenci muszą wiedzieć za co płacą, a czego oczekiwać nie powinni w ramach czesnego – dodaje.

Różnice w opłatach wynikają z tego, że uczelnie samodzielnie ustalają ich wysokość. Kierują się na ogół rzeczywistymi kosztami kształcenia. A te wynikają m.in. z konieczności samofinansowania przez uczelnię kierunków, na które nie otrzymuje ona dotacji. Pod uwagę brane są nie tylko koszty dydaktyczne, ale i administracyjne oraz eksploatacyjne. Trzeba pamiętać, że korzystanie np. z infrastruktury badawczej znacznie podraża koszt studiów. Stąd kierunki ścisłe, gdzie studenci używają różnych odczynników, sprzętu, a sporą część zajęć odbywają w laboratoriach, są zazwyczaj droższe od kierunków stricte humanistycznych, z tablicą i markerem jako podstawowymi pomocami naukowymi. Średni koszt czesnego na studiach zaocznych wynosi 2,5 tys. zł za jeden semestr, co oznacza, że w ciągu całych studiów – nie uwzględniając podwyżek opłat – trzeba być przygotowanym na wydatek rzędu 25 tys. zł.

O cenie decyduje głównie korzystanie z laboratoriów, aparatury oraz leków – potwierdza dr inż. Krzysztof Szwejk, rzecznik prasowy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, gdzie najdroższe są wieczorowe studia na weterynarii (4 tys. zł). Ale w skali kraju to i tak nie jest najwyżej zawieszona poprzeczka. Prawie trzykrotnie więcej (11,5 tys. zł) zapłacą średnio studenci uniwersytetów medycznych na kierunku lekarsko-dentystycznym, a niewiele mniej – lekarskim (10,2 tys. zł). Przyszli farmaceuci zajmują trzecie miejsce w rankingu najdroższych kierunków (7 tys. zł). Studia medyczne, z racji swojej specyfiki, niemal od zawsze okupują czołówkę tej klasyfikacji. Zaraz za nimi pozostają kierunki artystyczne: instrumentalistyka (3 tys. zł), jazz i muzyka estradowa czy malarstwo (2,6 tys. zł). Stosunkowo droga jest też architektura wnętrz, architektura i urbanistyka (2,9 tys. zł) czy geologia (2,7 tys. zł). Kalkulację opłat sporządza zazwyczaj konkretny wydział danej uczelni w oparciu o koszt jednej godziny dydaktycznej. Planując liczbę godzin niezbędnych do realizacji procesu kształcenia na danym kierunku, wylicza się tym samym wysokość czesnego.

Widać zatem, że najdroższe są kierunki najbardziej kosztochłonne, wymagające odpowiedniej aparatury lub silnie zindywidualizowanej, praktycznej formy kształcenia – zaznacza dr Antonowicz.

Na drugim biegunie znajdują się tradycyjne studia, niewymagające specjalnej infrastruktury. Wystarczy odpowiednia kadra naukowa. W tym gronie bezapelacyjnie najtańsza jest teologia. Dla przykładu, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu jeden semestr kosztuje zaledwie 850 zł. Nieco więcej trzeba zapłacić za rok studiów na muzykologii (średnio 1,2 tys. zł) czy filozofii (1,6 tys.). Relatywnie niskie opłaty są też na studiach cieszących się coraz mniejszym zainteresowaniem. Tak jest np. na kierunkach rolniczych oraz leśnych. Za to wśród tych najczęściej wybieranych w skali kraju, nie tylko pod względem liczby kandydatów na jedno miejsce, ale i wysokości czesnego, prym wiedzie psychologia (2,4 tys. zł) przed prawem (2,2 tys. zł) oraz informatyką (1,9 tys. zł).

Płacić za naukę trzeba nie tylko studiując zaocznie bądź wieczorowo, ale także… dziennie. Tyle, że dotyczy to oczywiście jedynie uczelni niepublicznych. Ceny studiów nie odbiegają tam znacznie od tych proponowanych przez uczelnie państwowe. Spośród wszystkich – 456 – działających obecnie w Polsce uczelni, niepubliczne stanowią niebagatelny odsetek – jest ich aż 325. Z opracowania Instytutu im. Sokratesa wynika, że najbardziej kosztowne są tam: sztuka mediów (5,4 tys. zł), techniki dentystyczne (4,9 tys. zł) oraz malarstwo (4,4 tys. zł). Są też i kierunki, które – biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium cenowe – opłaca się bardziej studiować właśnie na uczelniach niepublicznych. W przypadku teologii średnia cena semestru jest niższa aż o 50%, chemii – o 30%, matematyki – o 31%, etnologii – o 29%, a geografii i kosmetologii – o 25%. Z kolei informację naukową i bibliotekoznawstwo, nauki o rodzinie, rolnictwo, filologię polską oraz rolnictwo lepiej studiować na uczelniach publicznych, gdzie ceny są nawet o połowę niższe w stosunku do oferty szkół niepublicznych.

Jednak rodzaj kierunku nie jest jedynym czynnikiem odpowiadającym za wysokość opłat. Okazuje się, że duże znaczenie ma również prestiż oraz lokalizacja uczelni.

Prestiżowe uczelnie w największych miastach mogą sobie pozwolić na żądanie wyższego czesnego niż na przykład mało prestiżowa szkoła z prowincji. W wielu przypadkach marka dyplomu może być rodzajem przepustki do bardziej zaawansowanych etapów w procesów rekrutacji – podkreśla dr Dominik Antonowicz.

Przeciętne ceny studiów obliczono na podstawie dziesięciu najpopularniejszych kierunków wybieranych przez studentów (zarządzanie, pedagogika, prawo, budownictwo, informatyka, ekonomia, administracja, filologia angielska, turystyka i rekreacja oraz inżynieria środowiska). Najwyższe ceny studiów występują w województwie mazowieckim, pomorskim, łódzkim oraz śląskim. To właśnie w tych regionach znajdują się najbardziej renomowane uczelnie. Najniższe ceny odnotowano w województwach podkarpackim i świętokrzyskim. Okazało się, że różnica w przeciętnej wysokości ceny studiów między najdroższym (Mazowsze) a najtańszym regionem (Podkarpacie) wynosi ponad 22%. Przy czym – uwzględniając wysokość zarobków – Mazowieckie jest, obok Śląska, regionem, gdzie studia są relatywnie najtańsze.

Uczelnie funkcjonują w regionach, których sytuacja ekonomiczna jest niekiedy bardzo różna. W przypadku szkół o charakterze regionalnym, ukierunkowanych przede wszystkim na młodzież z sąsiedztwa, uwzględnienie zasobności portfeli potencjalnych studentów, a precyzyjnie rzecz ujmując ich rodzin, jest konieczne – podkreśla dr Antonowicz.

Oprócz sytuacji ekonomicznej uczelnie przy kalkulacji wysokości czesnego od kilku lat muszą też brać pod uwagę niż demograficzny. Co ciekawe, w większości uczelni w tym roku wysokość czesnego nie zmieniła się. Co więcej, można znaleźć kierunki, gdzie opłaty spadły. Tak jest np. na filologii polskiej w Uniwersytecie Śląskim, gdzie studenci płacą o 30 zł mniej.

Okres jest zbyt krótki, żeby formułować jednoznaczne i ostre konkluzje. Pozostaje jednak faktem, że w ciągu ostatniego roku średnia wysokość czesnego nie spadła, co może oznaczać albo osiągnięcie granicy rentowności prowadzenia studiów na poszczególnych kierunkach, albo traktowanie ceny jako elementu budowania prestiżu uczelni, wydziałów czy nawet określonych kierunków – podsumowuje dr Dominik Antonowicz z Instytutu im. Sokratesa.

Mariusz Karwowski