Maturalne bilanse
Nie taka matematyka straszna jak ją malują – można rzec po ogłoszeniu wyników tegorocznych egzaminów maturalnych. Królowa nauk jako przedmiot obowiązkowy wróciła po 25 latach i – wbrew wcześniejszym obawom – wstydu nie było. Inna rzecz, czy to efekt tak dobrego przygotowania maturzystów, czy raczej niskiego poziomu zadań, z którymi problemów nie miałby przeciętny… gimnazjalista.
Zmagania o świadectwa dojrzałości rozpoczęły się, jak nakazuje tradycja, na początku maja. Przystąpiło do nich 366 623 uczniów. Byli wśród nich również absolwenci z lat ubiegłych, którzy bądź to dopiero teraz zdecydowali się stawić czoła maturalnym zadaniom, bądź też chcieli poprawić uzyskane już wcześniej wyniki. Z tego punktu widzenia nie dziwi specjalnie wysoki poziom zdawalności, który w tej grupie wyniósł 99 proc. Ale, co zrozumiałe, to wyniki tegorocznych absolwentów były najbardziej miarodajne. W ich przypadku poziom zdawalności osiągnął 81 proc. Oznacza to, że matury nie zdał co piąty przystępujący doń uczeń. Najlepiej poszło nastolatkom z kujawsko-pomorskiego (82,2 proc.) i lubuskiego (81,32 proc.). Z kolei najgorzej matura wypadła na Lubelszczyźnie (78,1 proc.) oraz Dolnym Śląsku (78,7 proc.).
Jak zawsze na pierwszy ogień poszedł język polski. Z zaliczeniem tego egzaminu nie było większych problemów. Ze Świętoszkiem Moliera bądź Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall uporało się 95 proc. zdających. To o 1 proc. więcej niż przed rokiem. Zdecydowanie więcej emocji wzbudził drugi dzień egzaminów. Właśnie wtedy, po raz pierwszy od ćwierć wieku, abiturienci rozwiązywali obowiązkowe zadania z matematyki. Chociaż w zgodnej opinii zarówno uczniów, jak i ekspertów, nie były one zbyt trudne, to na wyniki z tej części oczekiwano chyba najbardziej przez minione dwa miesiące. Zwłaszcza uczniowie nie przepadający za przedmiotami ścisłymi musieli uzbroić się w cierpliwość. Ci, którzy spodziewali się pogromu, muszą być zawiedzeni. Egzamin z matematyki wypadł bowiem nieznacznie, ale jednak lepiej od… języka angielskiego. Ten pierwszy zdało 87 proc. osób, drugi – 86 proc. Warto dodać, że przeprowadzona kilka miesięcy wcześniej próbna matura z matematyki zakończyła się nieco ponad 70-procentowym poziomem zdawalności. Co więcej, w ubiegłym roku, gdy nie była jeszcze przedmiotem obowiązkowym, na poziomie podstawowym zdało ją 81 proc. osób. Trzeba przyznać, że osiągnięty wynik to miód na serce zwolenników przywrócenia Królowej Nauk na maturę, a przy tym niezbity dowód na to, że ten krok był właściwy. Sceptycy odpowiadają argumentem o celowo zaniżonym poziomie akurat tej części tegorocznej matury. Celowo, by nie wystraszyć kolejnych roczników. Jakkolwiek by nie było, do matematyki na maturze trzeba się przyzwyczaić. A tegoroczni maturzyści zawiesili poprzeczkę dosyć wysoko.
Oprócz polskiego i matematyki, trzecim egzaminem obowiązkowym był wybrany język obcy. Najlepiej wypadł włoski, który zdało 99 proc. uczniów. Drugi w kolejności był hiszpański (97 proc.), trzeci rosyjski (95 proc.), a czwarty ex aequo francuski i niemiecki (po 94 proc.). Były też i takie, w których zdawalność wyniosła 100 proc. Wszyscy zdający na maturze język białoruski, litewski i ukraiński przeszli pomyślnie tę część egzaminu dojrzałości.
Aby myśleć o zdaniu matury, trzeba było z każdego z tych przedmiotów zdobyć 30 proc. możliwych punktów. Średnia z języka polskiego wyniosła 57,24 proc., z matematyki 58,5 proc., a z języka angielskiego, najchętniej wybieranego języka nowożytnego (336 tys. spośród 405 maturzystów) – 62 proc. Swoje konto punktowe – decydujący czynnik przy rekrutacji na studia – można było powiększyć o przedmioty dodatkowe. Abiturient zdawał w tej części maksymalnie sześć wybranych przedmiotów na poziomie podstawowym lub rozszerzonym. Można było wybierać spośród języków obcych, matematyki, wiedzy o społeczeństwie, historii, historii sztuki, historii muzyki, biologii, chemii, fizyki i astronomii oraz geografii. Tutaj w wielu przypadkach wyniki były znacznie gorsze niż np. w roku ubiegłym. Z chemii średnia zdobytych punktów na poziomie podstawowym była o 12 proc. niższa, z fizyki i astronomii – o 8 proc., zaś z historii sztuki – o 5 proc. Z historii średnia była identyczna (54 proc.), a z biologii – o 2 proc. wyższa.
Tradycyjnie już najlepiej z zadaniami poradzili sobie licealiści. Wśród nich zdawalność wyniosła 91 proc. Za nimi uplasowali się uczniowie techników (70 proc.) i liceów profilowanych (64 proc.). Najsłabiej matura wypadła w liceach uzupełniających (37 proc.) oraz technikach uzupełniających (34 proc.).
Ci, którzy otrzymali już świadectwo dojrzałości, mogą teraz wybierać studia i czekać na wyniki rekrutacji na uczelnie wyższe. Pozostali, którym na maturze powinęła się noga, dostaną jeszcze jedną szansę. Jeśli ktoś nie zdał jednego z przedmiotów obowiązkowych, będzie mógł podjąć kolejną próbę 23 sierpnia. Musi jednak w terminie 7 dni od daty ogłoszenia wyników złożyć do dyrektora szkoły pisemne oświadczenie o ponownym przystąpieniu do egzaminu. Zgodnie z procedurami zatwierdzonymi przez Centralną Komisję Egzaminacyjną absolwent, który nie zdał egzaminu maturalnego z obowiązkowego przedmiotu lub przedmiotów w części ustnej lub pisemnej, może ponownie przystąpić do tego egzaminu lub egzaminów w kolejnych latach – w okresie 5 lat od swojego pierwszego egzaminu maturalnego. A za rok, znów matura!
Mariusz Karwowski

