Trzeba mieć marzenia
Wywiad z prof. dr hab. Barbarą Kudrycką, minister nauki i szkolnictwa wyższego
Maturzyści stają przed wyborem dalszej drogi życiowej. Warto podjąć studia?
– Przy tak ważnym życiowym wyborze należy, jak sądzę, przede wszystkim kierować się własnymi umiejętnościami oraz dotychczas zdobytą wiedzą. Warto zadać sobie pytania: Czego się nauczyłem dotychczas? Czy chcę poszerzyć tę wiedzę? W jakim kierunku? Co chcę robić w życiu? Co chcę osiągnąć? Wówczas wybór konkretnej ścieżki edukacyjnej – w tym studiów – będzie prostszy i bardziej dojrzały.
A czym kierować się wybierając kierunek studiów, a później specjalność?
– Kierowałabym się własnymi zainteresowaniami, własną pasją. Jednocześnie nie sposób zapomnieć o praktycznym aspekcie takich wyborów, czyli o przyszłym przełożeniu zdobytej wiedzy, uzyskanego wykształcenia na ścieżkę zawodową. Z całą pewnością warto więc spojrzeć na obecne i prognozowane potrzeby rynku pracy, zapotrzebowanie gospodarki, oczekiwania pracodawców. Idealnie byłoby, gdyby studia wybrane w imię własnych oczekiwań i marzeń dawały jednocześnie jak największą szansę na wykonywanie w przyszłości ciekawej, satysfakcjonującej i wymarzonej pracy.
Dużo osób wybiera studia psychologiczne, politologiczne, dziennikarskie, pedagogiczne, prawne – to tam jest największa liczba kandydatów na jedno miejsce – ale rynek jest już nasycony absolwentami tych specjalności. Czy to powinna być jakaś wskazówka dla kandydata?
– To faktycznie najpopularniejsze kierunki studiów, nie jest jednak tak, że absolwenci nie są w stanie znaleźć po nich odpowiedniej pracy. Na takich studiach można zdobyć bardzo szeroką wiedzę i interdyscyplinarne wykształcenie stanowiące znakomitą podstawę do odnalezienia się na rynku pracy. Prowadzone są również kierunki studiów kształcące w bardzo wąskich specjalnościach i mające istotne znaczenie dla rozwoju konkretnych dziedzin życia społecznego. Wybór studiów jest naprawdę trudny i tutaj każdy kandydat powinien kierować się własnymi talentami. Rynek pracy jest bardzo dynamiczny i warto śledzić, jakie zawody są najbardziej poszukiwane, nawet jeśli jeszcze nie mamy konkretnych planów na życie. Z tego właśnie powodu staramy się poprzez nasz program kierunków zamawianych zwrócić uwagę na kierunki kluczowe dla rozwoju gospodarczego, na absolwentów, na których prognozowane jest duże zapotrzebowanie. Być może to także będzie pewna podpowiedź dla osób o odpowiednich predyspozycjach, a wahających się. Jednocześnie zachęcamy uczelnie do wprowadzania nowatorskich programów studiów czy nowych form kształcenia, także na kierunkach humanistycznych, aby studenci zyskiwali jak najwięcej, w tym także dodatkowe szanse na przyszłe zatrudnienie. Wymienię choćby specjalne strumienie finansowania studiów w językach obcych.
A dotychczasowe zainteresowania i pasje? Kierować się nimi, czy raczej traktować studia jako przygotowanie do dorosłego życia i okres nauki zawodu, który daje dobre szanse na rynku pracy? A może jedno i drugie?
– Jak już podkreśliłam, własne zainteresowania przede wszystkim. I marzenia. Nie zapominajmy, że lepszym pracownikiem jest osoba lubiąca swój zawód niż wykonująca go z przymusu. Lepszym studentem jest człowiek, który pragnie poszerzyć wiedzę w danej dziedzinie, pasjonuje go to i stara się nauczyć jak najwięcej, niż student, który chodzi z przymusu na wykłady i później cierpi męki podczas egzaminów.
Wspominany przez Panią Minister program kierunków zamawianych funkcjonuje od 2008 roku. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dofinansowuje w nim kierunki ścisłe i techniczne, po których dużo łatwiej dostać pracę, bo takich specjalistów poszukuje rynek, a dodatkowo oferuje znaczące, bo tysiączłotowe stypendia. Warto starać się o takie studia?
– Liczba absolwentów takich kierunków ma wpływ na zdolność krajów do sprostania wyzwaniom rewolucji technologicznej i konkurencji technologicznej. Nadal jednak za niewystarczający należy uznać odsetek młodzieży kształcącej się w Polsce na kierunkach technicznych, przyrodniczych i ścisłych. Przewiduje się, iż całkowita liczba absolwentów tych studiów w krajach Unii Europejskiej powinna wzrosnąć w najbliższych latach o przynajmniej 15 proc. Z badań zamówionych przez nasze ministerstwo wynika, że największe zapotrzebowanie jest i będzie w perspektywie kilkunastu lat właśnie na taką grupę absolwentów, a nasze dane pokazują, że najchętniej kandydaci wybierają zarządzanie, pedagogikę, prawo i ekonomię. Konieczne jest więc wyrównywanie proporcji w popularności kierunków studiów, co tym samym staramy się czynić. W obecnej, drugiej już edycji programu poszerzyliśmy listę takich kierunków i są to: automatyka, robotyka, biotechnologia, budownictwo, chemia, energetyka, fizyka, informatyka, inżynieria materiałowa i inżynieria środowiska, matematyka, mechatronika, budowa maszyn, ochrona środowiska oraz wzornictwo. Jak się okazuje, nasze działania już przynoszą interesujące efekty, bo np. w stosunku do ubiegłego roku na piąte miejsce z jedenastego pod względem popularności kierunków awansowało budownictwo. Mam nadzieję, że jest to zapowiedzią trwałej tendencji wzrostu zainteresowania kierunkami technicznymi, a jednocześnie stanowi dowód skuteczności naszych działań informacyjnych i promocyjnych. Istotne są także inne elementy motywujące do wyboru tych kierunków. Jak wiemy, stypendia w wysokości 1000 zł miesięcznie będą przyznane w większości przypadków aż połowie studentów danego kierunku, którzy uzyskają najwyższe średnie z ocen na studiach lub – w przypadku pierwszego roku – będą mieli najlepsze wyniki na maturze. Poza tym program kierunków zamawianych obejmuje programy wyrównawcze adresowane do studentów I roku, co z całą pewnością ułatwi dalsze studiowania na odpowiednim poziomie. Mam nadzieję, że obecni lub przyszli studenci kierunków zamawianych nie będą mieli problemów na rynku pracy, tym bardziej, iż w dobie rewolucji technologicznej musimy ścigać inne kraje europejskie pod względem liczby nowych technologii, wynalazków czy wdrożeń.
Czy podjąć studia blisko miejsca zamieszkania, czy może jednak zdecydować się na studia w dużym ośrodku akademickim, traktując to jako inwestycję w swoją przyszłość?
– Studia to nie tylko spełnienie marzeń czy naukowych ambicji, ale przede wszystkim inwestycja w przyszłość. Obserwuję, że studenci coraz częściej przejawiają takie podejście, gotowi są do ponoszenia dodatkowych kosztów, nie tylko w znaczeniu finansowym, aby studiować odpowiedni kierunek w dobrej uczelni. Życzyłabym każdemu, aby kwestie związane z odległością od uczelni nie musiały być decydujące w wyborze studiów. Z całą pewnością studiowanie w dużym ośrodku akademickim daje szansę na korzystanie z dodatkowych uroków miejsca i możliwości rozwoju, ale z drugiej strony można uzyskać znakomite wykształcenia w mniejszym ośrodku i realizować karierę zawodową w tym miejscu, z racji choćby specyfiki gospodarczej regionu. W naszej polityce, także w założeniach reformy szkolnictwa wyższego, wspieramy z jednej strony rozwój Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących, czyli placówek o najwyższym potencjale naukowym i infrastrukturalnym, a z drugiej strony – regionów wiedzy z silnymi lokalnymi uczelniami, zorientowanym na właściwości i potencjał regionu.
Mamy ponad 450 uczelni. Jak dokonać wyboru? Wybrać uczelnię państwową czy niepaństwową?
– W wyborze należy kierować się jakością uczelni, jej osiągnięciami naukowymi, dlatego nie stawiałabym wyboru w ten sposób. Polskie szkolnictwo wyższe opiera się na dwóch filarach: sektorze publicznym i niepublicznym. Każdy z nich ma swój potencjał, osiągnięcia i wkład w kształcenie młodych ludzi. Obok znanych i silnych naukowo uczelni publicznych funkcjonuje wiele znakomitych uczelni niepublicznych, które oferują nie tylko doskonale przygotowany do potrzeb rynku pracy program studiów, ale również efektywnie konkurują z dużymi ośrodkami w dziedzinie prac badawczych. Zatem klasyfikacja uczelni na państwowe i niepubliczne nie musi pokrywać się z klasyfikacją dobre i złe. Miejmy nadzieję, że w najbliższych latach będziemy świadkami poprawy jakości kształcenia, prowadzonych badań i udziału w międzynarodowej konkurencji w obu typach uczelni wyższych.
A rankingi – a właściwie jeden, bo pozostał już tylko ranking „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”– czy mogą pomóc w wyborze uczelni, czy to tylko luźna wskazówka?
– Niektórzy mają sceptyczne podejście do rankingów, ale rzetelnie przeprowadzone, uwzględniające wiele kryteriów są dobrym źródłem informacji, choćby o kadrze, jakości kształcenia czy współpracy międzynarodowej. Wierzę, że po zmianach, jakie chcemy wprowadzić, nasze najlepsze uczelnie będą widoczne także w prestiżowych rankingach międzynarodowych, takich jak np. szanghajski, w którym bierze się pod uwagę liczbę Noblistów, nagrody za osiągnięcia naukowe, potencjał infrastrukturalny.
Jednym z kryteriów mogą być chyba także oceny Państwowej Komisji Akredytacyjnej, a także akredytacje tzw. środowiskowych komisji akredytacyjnych, a więc Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej, Komisji Akredytacyjnej Uczelni Technicznych i innych.
– Oczywiście, jest to element bardzo istotny. Na pewno warto też dokładnie przejrzeć strony internetowe uczelni. Można się z nich dowiedzieć, czy wykładają w uczelni zagraniczni naukowcy, jakie oferuje programy dydaktyczne. Ale przede wszystkim, jakie ma osiągnięcia w badaniach.
To zjawisko coraz rzadsze, ale jeszcze ciągle trafiają się przypadki oferowania studiów przez uczelnie, które nie mają do tego uprawnień albo prowadzą je w ośrodkach, na które te uprawnienia się nie rozciągają. Gdzie szukać informacji? Pomocna może być tu strona internetowa Ministerstwa Nauki?
– Tak, na stronach ministerstwa są zamieszczone informacje, które uczelnie niepubliczne posiadają uprawnienia do prowadzenia studiów pierwszego lub drugiego stopnia na danym kierunku. Informacje te są na bieżąco aktualizowane.

