W sieci prawie jak w realu
E-usługi, e-commerce, e-administracja, e-banki, czemu nie… e-studia? To już nie żadna fanaberia, tylko znak czasów.
Różnic w edukacji on-line, w porównaniu z tą tradycyjną, na pozór nie ma. Realizowany program jest w zasadzie identyczny, studenci jak w „realu” o określonej porze spotykają się na zajęciach – tyle, że nie w sali wykładowej, a logując się na platformę internetową; wykładowcom można zadawać pytania, zarówno w trakcie zajęć, jak i później, choćby przez pocztę mailową. Są zaliczenia, egzaminy, nawet dyplomy są takie same. Ale nie znaczy to wcale, że każdy, kto potrafi założyć sobie internetową lokatę w banku, dokonać zakupów w sieci czy wysłać via Internet zeznanie podatkowe, jest predestynowany do studiowania w sieci.
– Szansę na pomyślne ukończenie takich studiów mają osoby chętne do nauki, samodzielne, zorganizowane i sumienne – wylicza Joanna Kośmińska-Wojtyra, kierownik działu promocji i rekrutacji Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego.
– E-learning generalnie jest skierowany do tych, którzy mają mocną motywację do swojej edukacji. Przy decydowaniu się na takie studia kandydaci powinni odpowiedzieć na podstawowe pytania – czy są wystarczająco systematyczni i zdyscyplinowani oraz czy wiedza, którą już posiadają, jest dobrą bazą do dalszej edukacji i jej pogłębianie nie wymaga stałego kontaktu z nauczycielem – dorzuca Agnieszka Staniszewska z działu promocji i rekrutacji Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych, sugerując, iż oferta kierowana jest głównie do osób potrafiących zarządzać własnym czasem i dbających o samodyscyplinę.
Potwierdzają to zresztą ci, którzy na własnej skórze z taką formą edukacji już się zetknęli. Na wielu forach toczą się zażarte dyskusje o wyższości studiowania w murach uczelni nad kształceniem na odległość i odwrotnie. Padają argumenty podkreślające zalety studiów on-line, ale również deprecjonujące naukę w takim systemie.
– Trzeba się przestawić na zupełnie inne wymagania. Jeśli się ma siedem dni na zaliczenie modułu, to zaliczyć go trzeba najpóźniej szóstego dnia, a nie dopiero ósmego. Po tygodniu moduł zostanie zablokowany, a z platformą e-learning nie da się podyskutować, tak jak z realnym wykładowcą i „wyżebrać” dodatkowego terminu – pisze użytkownik serwisu Goldenline.
NIE DO PRZESPANIA
Nie wszyscy potrafią dostosować się do takich wymagań. Dodatkowy stres może towarzyszyć maturzystom. Oni nie dość, że rozpoczynają swoją przygodę ze studiami, a więc i z innym poziomem nauczania, to jeszcze – decydując się na e-learning – natrafiają na mało rozpowszechnioną, a co za tym idzie – nie do końca obeznaną formułę prowadzenia zajęć. Stąd ich obawy.
– Niektórzy studenci zwracają czasem uwagę na pewnego rodzaju trudności związane z przyzwyczajeniem się do takiej formy kontaktu z pozostałymi uczestnikami zajęć. Są to jednak typowe uwagi, wynikające raczej z natury samego narzędzia, jakim jest Internet – zauważa Rafał Piętka, rzecznik prasowy Polish Open University.
Nierzadko wątpliwości kandydatów dotyczą poziomu znajomości obsługi komputera. Pytają, czy w ich wypadku są one wystarczające do tego, aby swobodnie kształcić się w ten sposób.
– W praktyce okazuje się jednak, że te obawy są nieuzasadnione, a studenci doskonale odnajdują się w środowisku platformy e-learningowej – przyznaje Joanna Kośmińska-Wojtyra z PUW.
Taka platforma zdalnego nauczania daje zresztą ogromne możliwości. To na niej znajdują się materiały dydaktyczne i informacje, które student powinien opanować, a także zadania, testy, quizy i polecenia do dyskusji na forum, w których trzeba aktywnie uczestniczyć.
– Studiów w takiej formule nie da się przespać – kolokwialnie rzecz ujmuje Anna Żukowska z Centrum Otwartej i Multimedialnej Edukacji Uniwersytetu Warszawskiego.
Efekty nauki jeszcze bardziej niż na tradycyjnych studiach zależą tu od zaangażowania żaków. Kolejne materiały i zadania sprawdzające udostępniane są sukcesywnie, przeważnie w systemie tygodniowym. I w tym czasie trzeba je wykonać. O wyznaczonej godzinie studenci logują się na platformie i zazwyczaj w grupie odpowiadającej wielkością tradycyjnym grupom ćwiczeniowym wspólnie zaczynają zajęcia. W ich trakcie uczestniczą w wykładzie, rozwiązują ćwiczenia, dyskutują. Dzięki interaktywności takiego serwisu cały czas mogą rozmawiać z prowadzącym (tzw. tutorem), odpowiadać na jego pytania oraz utrzymywać kontakt z innymi uczestnikami zajęć na żywo. Umożliwiają im to czaty, listy dyskusyjne, fora. Do dyspozycji słuchaczy pozostaje również elektroniczna tablica ogłoszeń, biblioteka multimedialnych wykładów, sylabus, kalkulator, wirtualny kampus czy webinaria, a więc rodzaj internetowych seminariów. Ponadto mogą korzystać z systemu e-konsultacji z wykładowcami lub zwrócić się osobiście o ich pomoc.
– W naszym systemie wykorzystujemy też zaawansowane interaktywne narzędzia multimedialne, jak filmy, prezentacje, animacje 3D. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że żadna inna uczelnia nie prowadzi zajęć z wykorzystaniem takich narzędzi w tak szerokim zakresie – mówi Rafał Piętka z POU.
ON-LINE = STACJONARNE
Z tej palety różnych możliwości korzystają nie tylko uczelnie, które nastawiły się na kształcenie zdalne bądź uruchomiły specjalne kierunki on-line. Platformy e-learningowe mogą też w dużym stopniu wspomagać studia stacjonarne. Tak jest choćby w Politechnice Koszalińskiej czy w Uniwersytecie Warszawskim, gdzie Internet sprawdza się w tzw. OGUN-ach, czyli zajęciach ogólnouniwersyteckich. Studenci UW są bowiem zobowiązani do zaliczenia pewnej puli zajęć spoza ich macierzystego wydziału. Baza tych wspomaganych e-learningiem liczy już ponad 50 kursów i wciąż się rozbudowuje.
– Studenci wolą je od zajęć stacjonarnych, co ma między innymi związek z tym, że różne wydziały mają siedzibę w wielu miejscach Warszawy, zatem przemieszczanie się między nimi jest kłopotliwe. A zajęcia w wersji on-line traktowane są na równi z tymi stacjonarnymi – podkreśla Anna Żukowska z UW.
To kolejna zaleta edukacji on-line. Studiować można z każdego miejsca na świecie. Wyeliminowany zostaje również problem zawieszanych ćwiczeń czy wykładów pod nieobecność prowadzącego (np. z powodu wyjazdu zagranicznego). W tym systemie może on umówić się ze studentami na dowolną godzinę i gdziekolwiek by był poprowadzić zajęcia bądź wcześniej zamieścić materiały dla studentów. Sami słuchacze, gdy choroba uniemożliwia im obecność na ważnym wykładzie, tutaj mogą go wysłuchać nie wychodząc z domu. Wystarczy zwykły komputer i podłączenie do sieci, nawet za pośrednictwem modemu. W ten sposób na studiach on-line odbywa się około 60% zajęć. Pozostałe 40% – już w murach uczelni, czyli w… realu. Tak naprawdę bowiem e-learning w Polsce to blended-learning, a więc połączenie dwóch typów studiowania: zdalnego i stacjonarnego. Parytet określiło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rozwiązanie takie, choć zaprzeczające w gruncie rzeczy tej idei, wydaje się jednak być paradoksalnie z korzyścią dla maturzystów, którzy świadomie je wybierając nie pozbawiają się jednocześnie rzeczywistego kontaktu z kształcącą ich uczelnią. Zresztą, chcąc nie chcąc, mury uczelni i tak odwiedzą, przychodząc na egzamin.
– Zarówno egzaminy kończące semestr na Polskim Uniwersytecie Wirtualnym, jak i obrona dyplomu, mają tradycyjną formę. Studenci przystępują do nich w siedzibie uczelni, bezpośrednio przed wykładowcą – mówi Joanna Kośmińska-Wojtyra z PUW, który został utworzony 8 lat temu przez Wyższą Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi przy współpracy z lubelskim UMCS.
W Polish Open University, gdzie kształcenie na odległość wprowadzono już w 2001 roku, taki egzamin trwa 3 godziny. Po jego zdaniu student, jeśli tylko kształci się na jednym z czterech kierunków licencjackich – zarządzane biznesem, zarządzanie finansami, reklama i marketing oraz finanse i systemy informacyjne w biznesie – otrzymuje dwa dyplomy jednocześnie: polski, nadawany przez Wyższą Szkołę Zarządzania/Polish Open University oraz brytyjski Bachelor of Arts, nadawany przez Oxford Brookes Univeristy. I to nawet nie znając języka angielskiego. Licencjat kosztuje tutaj blisko 12 tysięcy złotych (660 zł za 1 moduł, do zrealizowania 18 modułów w ciągu 4 lat). Roczny koszt studiów inżynierskich w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych to prawie 7 tysięcy złotych (680 zł/miesiąc). Tutaj przez Internet prowadzone są studia I i II stopnia na kierunku informatyka oraz studia podyplomowe – systemy informatyczne, aplikacje i bazy danych. Z kolei w Polskim Uniwersytecie Wirtualnym, gdzie można studiować pedagogikę, politologię, pielęgniarstwo, a już niebawem także administrację, miesięczne czesne oscyluje wokół 300 złotych. Niewiele różniące się stawki obowiązują i w innych uczelniach, które zdecydowały się wprowadzić system on-line czy to na całych kierunkach, jak w Politechnice Warszawskiej (czteroletnie studia inżynierskie: informatyka, elektronika i telekomunikacja oraz automatyka i robotyka), czy tylko na wybranych zajęciach.
Oferta ta z pewnością będzie się rozszerzać. E-learning, funkcjonujący w Polsce już od ponad dekady, zdaje się, że przechodzi podobne fazy rozwoju, co studia w ogóle. Kiedyś były one dostępne jedynie nielicznym, dziś mocno spowszedniały. I tak też może być z elitarnym na razie, co by nie mówić, e-learningiem. Ale i tu lada chwila należy spodziewać się prawdziwego boomu. Tym bardziej, jeśli tendencje podążą w kierunku zdominowania studenckiego życia przez pracę, a nie naukę czy przyjemności. Wówczas edukacja internetowa może okazać się idealnym rozwiązaniem.
Mariusz Karwowski
„Forum Akademickie”

