Kto się boi „Alicji w krainie czarów”?
A wiele wskazuje na to, że jednak padnie i on. Po tym, jak wielu widzów rozczarowało się „Avatarem", superprodukcją Jamesa Camerona, istnieje obawa, że kolejny, bardzo reklamowany obraz wykonany w technice 3D, może nie wytrzymać konfrontacji z rzeczywistością i również pozostawić niedosyt. Byłoby to doznanie szczególnie nieprzyjemne dla wielbicieli talentu Tima Burtona, reżysera charyzmatycznego i kultowego. Wielbicieli, którzy czekają na kolejną porcję niesamowitych doznań. Nie straszymy, fani wyobraźni Burtona z pewnością będą usatysfakcjonowani – wystarczy spojrzeć na trailery filmu, które wrzucają nas wręcz w fantastyczną przestrzeń. Chodzi o coś innego – o całą otoczkę i promocyjną histerię, która już teraz, pod koniec stycznia, daje o sobie znać. A do premiery jeszcze dwa miesiące...
Histeria mająca nakręcić biznes wokół „Alicji” przejawia się między innymi włączeniem do reklamy branży modowej i kosmetycznej. Producenci prześcigają się w ofercie skierowanej do wielbicielek historii o Alicji – od lakierów do paznokci, przez cienie do powiek, po biżuterię inspirowaną opowieścią Lewisa Carolla. Wkrótce zacznie się też eksploatowanie aktorów, którzy zagrali w filmie Burtona. Johnny Depp już uśmiecha się z okładek, pojawiają się wywiady z Anne Hathaway. Mia Wasikowska coraz częściej staje się obiektem pożądania fotoreporterów, czekamy tylko, aż za aktorką polskiego pochodzenia zaczną biegać paparazzi.
Tak więc czekamy na premierę „Alicji” i jednocześnie boimy się jej. Czy film pokona tandetę i komercję, czy wpisze się w klimat masowej sprzedaży masowych marzeń? Wkrótce się przekonamy.
Bem

