Premiera płyty syna Kazika
Na początku już tak musi być - choćby się nie wiadomo jak bardzo chciał wybić na niepodległość, będzie kojarzony z ojcem i do niego porównywany. Janusz Staszewski dobrze o tym wie. Bo choć nie sygnuje swych muzycznych prób nazwiskiem, ale wyłącznie imieniem, gdy mówić o nim „syn Kazika”, nie protestuje.
Już 20 stycznia ukaże się debiutancki krążek 23-letniego muzyka. Czego można się spodziewać po latorośli jednego z najlepszych polskich wokalistów?
Otóż Janusz tworzy muzykę niepodobną do tej, jaką serwuje Kazik Staszewski. Muzyk zaczynał od beatboxu, potem zwrócił się ku reggae dancehall. Także w warstwie tekstowej nie upodobnił się do ojca - woli śpiewać o uczuciach i problemach egzystencjalnych, niż piętnować absurdy polskiej codzienności.
Pierwsza piosenka, jaką swą obecność na naszej scenie muzycznej zamanifestował Janusz, to Głowa do góry. Teledysk pojawił się niemal rok temu i spotkał się z różnymi opiniami, wśród nich pojawiały się zarzuty, że muzyka młodego wokalisty nie miałaby szans na zaistnienie, gdyby nie rodzinne koligacje.
Warto chyba jednak dać szansę Januszowi Staszewskiemu - nie on pierwszy i nie ostatni musi wyrwać się z ram narzuconych przez bardzo mocno w naszej popkulturze obecny wizerunek ojca.
Życzymy powodzenia w wybijaniu się na niepodległość...
BEM
Źródło: kulturaonline.pl


